sobota, 4 marca 2017

Ferie w Zjednoczonych Emiratach Arabskich ☼

W ostatnim czasie miałam niesamowitą okazję polecieć z moją mamą do Zjednoczonych Emiratów Arabskich na tygodniową wycieczkę objazdową, gdzie zobaczyłam wszystkie największe atrakcje sześciu emiratów. Często Emiraty kojarzą się nam tylko z Dubajem. Początkowo też tak myślałam. Dopiero ta wycieczka uświadomiła mi, że kraj nie zaczyna się w Dubaju i nie kończy. Jest także wiele innych pięknych miejsc wartych polecenia.
W tym poście przedstawię wam najciekawsze miejsca, moje odczucia na temat wyjazdu oraz ciekawostki z życia emiratczyków.
Nasza wycieczka rozpoczęła się od emiratu Fudżajra, gdzie zwiedziliśmy najstarszy w kraju meczet, muzeum czy odbyliśmy spacer po ,,Piątkowym Targu'', chociaż tak naprawdę był chyba wtorek. Pierwszy dzień zwiedzania a już czułam się  w tym kraju nieswojo. Za każdy przedmiot należało się targować, a jeśli spytasz się tylko ile coś kosztuje to sprzedawca nie da ci spokoju idąc za tobą aż do końca ulicy.
Przed wyjazdem naczytałam się dużo, że należy zasłaniać swoje ramiona oraz kolana w miejscach publicznych przez co byłam negatywnie nastawiona do kraju. Była to prawda, jednak idąc po mieście zauważało się dużo osób poubieranych jak się chce, więc jeśli nie idzie się do świątyni czy galerii to można chodzić nieco więcej odsłaniając. Myślę, że minusem jest to, iż wtedy stajesz się większą atrakcją dla miejskiej ludności w mniejszych miastach haha.
W stolicy kraju: Abu Zabi zwiedziliśmy najsłynniejszy meczet Zayeda, targ daktyli, które po prostu uwielbiam oraz park Ferrari World. Tam przejechałam się na najszybszej kolejce na świecie, oraz na najbardziej zakręconej, gdzie usiadłam na sam przód. W tamtym momencie strach był naprawdę duży, jednak bez wahania mogę powiedzieć, że było warto.
Pogłębiając punkt religijny emiratów nie jest tak, że istnieją same meczety. W samym Dubaju możemy znaleźć dwa kościoły katolickie, prawosławne czy synagogę. Te instytucje funkcjonują normalnie jak w innych krajach, tylko nie mogą mieć wywieszonych swoich znaków na budynku. Jednak religią dominującą jest oczywiście Islam, a parę razy dziennie było można usłyszeć Adhan czyli wezwanie do modlitwy.
W samym Dubaju zwiedziliśmy starą dzielnice, Burj Khalifa (najwyższy budynek świata), Mall of the Emirates, które posiada sztuczny skok narciarski z pingwinami. W Emiratach tak naprawdę całe życie toczy się w galeriach. Bardzo wysokie temperatury nie pozwalają na normalne funkcjonowanie człowieka. Jak to mówił nasz przewodnik: dzień bez galerii jest dniem straconym.
Odbyliśmy także rejs statkiem po Marinie wśród wysokich wieżowców. Nie mogło w programie również zabraknąć Burj Al Arab (słynnego hotelu w kształcie żagla)
Nie warto także zapomnieć o sztucznie usypanej wyspie: palmie Jumeirah, która uchodzi za ósmy cud świata. Na samym jej końcu znajduje się słynny hotel Atlantis z ogromnym akwarium.
Jako dodatek do wycieczki zakupiłyśmy safari. Była to jazda jeppami po pustyni, a następnie duże ognisko z jedzeniem i atrakcjami. Sama przejażdżka była rewelacyjna. Przyznam, że przy mocnych zakrętach nie obyło się bez pisków i adrenaliny. Mimo, że na środku pustyni po 20:00 było strasznie zimno naprawdę świetnie się bawiłam. Zrobiłam tatuaż z henny oraz wraz z koleżanką tańczyłam w rytm muzyki nie patrząc na dziwne spojrzenia innych ludzi haha.


Ostatniego dnia już we własnym zakresie odwiedziłam z mamą ostatni raz galerię i dwa razy byłyśmy na ,,tańczących fontannach''. Wyglądało to tak, jakby woda tańczyła wysoko w rytm muzyki. Nocą wyglądało to szczególnie pięknie. Wracałyśmy metrem, w którym jest oddzielny przedział dla kobiet i dzieci. Mężczyźni nie mogą tam przebywać. Grozi im za to mandat oraz bardzo nie miłe spojrzenia. Dodatkowo jeśli kobieta jest w normalnym przedziale to powinien on ustąpić dla niej miejsce. Ogólnie kobiety w emiratach są bardzo dobrze traktowane. Stanowią one 1/4 kraju. Mogą one pracować na tych samych stanowiskach co mężczyźni i tyle samo zarabiają. Dobrym dla nich plusem jest to, że cała wypłata kobiet idzie na swoje potrzeby. To obowiązkiem męża jest utrzymać rodzinę. Jeśli chodzi o małżeństwa, to w tym kraju istnieje możliwość posiadania do trzech żon, jednak zdecydowana większość decyduje się na jedną z powodu drogiego utrzymania.
Prawdziwy emiratczyk na dobrym stanowisku może zarabiać nawet 50 tysięcy dirhamów miesięcznie (1 dirham = ok. 1,17zł), co daje niesamowite zarobki. Niestety polak może zarobić ok. 7 tys., a hindus już tylko ok. 1 tys.
Dodatkowo kraj posiada dużo akcji żeby zachęcić do zdrowego odżywiania czy ostrożnego podróżowania.
Muszę wspomnieć także, iż jadąc do emiratów naprawdę warto jest przestrzegać tamtejszego prawa. Za jakieś małe wykroczenie można trafić do więzienia po którym następuje deportacja i dożywotni zakaz wrócenie do tego kraju. Jednak więzienie. muszę przyznać o wiele różni się od tych w Polsce. Więzienia znajdują się na środku pustyni przez co nikt nie ucieknie, więźniowie mają w ramach posiłku szwedzki stół, mogą we własnym zakresie zamawiać jedzenie z zewnątrz, za darmo się uczyć czy niekiedy władze sprowadzają rodzinę więźnia, żeby mógł się z nią zobaczyć.
Dla większości jest to większy luksus niż ten co mają we własnej ojczyźnie.
Podsumowując cały wyjazd oceniam zdecydowanie pozytywnie. Zjednoczone Emiraty Arabskie bardzo mile mnie zaskoczyły. Ciesze się, że je zobaczyłam i zachęcam do tego wszystkich, szczególnie gdy w Polsce jest bardzo zimno :)

sobota, 31 grudnia 2016

♡ Lista książek, które musisz przeczytać w 2017 roku ♡

W poprzednim roku wpis z listą moich książkowych propozycji zyskał dosyć spore zainteresowanie, dlatego postanowiłam zaproponować wam kolejne propozycje żebyście mieli co czytać w nadchodzącym roku haha. Rok 2016 pod względem czytelniczym był dla mnie dosyć interesujący. Niestety nie udało mi się przeczytać wielu książek, ale wśród przeczytanych znalazłam parę prawdziwych perełek, które chciałabym dzisiaj wam zaprezentować.
Uwielbiam książki romantyczne, dlatego moją listę  proponuje szczególnie dla osób też z tym upodobaniem z wyjątkiem Nerve'', które powinno spodobać się dla każdego. Mam nadzieję, że moje propozycje wam się spodobają.
Zapraszam także do mojego poprzedniego książkowego wpisu z propozycjami na 2016 rok. One także są warte przeczytania: KLIK
Książki z cyklu Dimily"
Tutaj pragnę wymienić jedną historię, która posiada 3 części. 
1. Czy wspomniałam, że Cię kocham?
2. Czy wspomniałem, że Cię potrzebuję?
3. Czy wspomniałam, że za Tobą tęsknie?
Książka głównie opowiada o miłości, która nigdy nie powinna się zdarzyć. 
Eden ma spędzić kolejne wakacje u ojca, którego nie widziała przez trzy lata. Po rozwodzie rodziców przeprowadził się do Kalifornii i rozpoczął zupełnie nowe życie. Dziewczyna zjawiając się u ojca musi nawiązać z nim kontakt, z jej macochą oraz z jej przyrodnimi braćmi. Na początku nie jest zadowolona z miejsca jej pobytu. Nie wie jak dogadać się z najstarszym z braci - Tylerem, który z całych sił pokazuje, że nikt jej tu nie chce. Po pewnym czasie udaje jej się dotrzeć do chłopaka, jednak także się w nim zakochuje. Obydwoje wiedzą, że ta miłość nie może się zdarzyć, czy jednak uda im się stłumić swoje uczucia?
Zdecydowanie seria jest godna polecenia. Jest wiele niespodziewanych sytuacji, postaci czy zachowań. Zdecydowanie jest to mój numer jeden! ♥
Chłopak, który zakradł się do mnie przez okno''
Książka opowiada o nastoletniej Amber, która wraz z bratem stara się pozbierać po traumatycznych wydarzeniach z ich dzieciństwa.  Jedynymi osobami, które mogą ją dotykać to jej mama, jej brat Jake oraz najlepszy przyjaciel jego brata: Liam. To  właśnie on codziennie przez już osiem lat zakrada się do niej przez okno i wraz z dziewczyną zasypiają w swoich ramionach. Amber przy nim czuje się bezpiecznie i zapomina o smutnych sytuacjach z przeszłości. W nocy chłopak jest dla niej niezwykle miły, a natomiast w dzień zachowuje się jak zupełny dupek. Jake natomiast nic nie wie o danej sytuacji jego bliskich osób, a sama Amber boi mu się powiedzieć gdyż, jest za bardzo opiekuńczy w stosunku do niej.
Czy dziewczynie uda się rozpocząć normalne życie bez patrzenia wstecz? Czy z dziwnej znajomości wyniknie coś głębszego? Co naprawdę wydarzyło się osiem lat temu oraz co się stało, że dziewczyna jest dla innych nieufna? - tego wszystkiego dowiecie się w lekturze Kirsty Moseley
Ten jeden dzień''
Po wielkim sukcesie Zostań jeśli kochasz'' Gayle Forman postanowiłam skusić się na inne dzieło tej pisarki. Nie zawiodła mnie książka ,,Ten jeden dzień'', Szczerze mówiąc spodobała mi się nawet bardziej. Allyson za sprawą jednej decyzji i jednej osoby rozpoczyna niespodziewaną jednodniową podróż do Paryża z młodym aktorem Willemem u boku. Główna bohaterka nie zdaje sobie spawy, że nadchodzący dzień będzie pełen ryzyka i emocji oraz, że nadchodzące 24 godziny mogą zmienić jej życie na dobre.
Książka jest pełna ciekawej akcji. Jak do niej usiądziesz to nie zamkniesz jej do póki nie skończysz ostatniej strony. Myślę, że uwiodła mnie przede wszystkim tym, że akcja odgrywa się jak dla mnie w najpiękniejszym mieście na świecie. W dodatku, że tak powiem książka zaczyna się od Szekspira, którego twórczość bardzo podziwiam. Uwielbiam także gdy utwór literacki skłania do refleksji. Gayle pisała bardzo mądrze i to właśnie z tej książki pochodzą moje ulubione cytaty. Mimo, że uwielbiam tą książkę muszę stwierdzić, że druga część ,,Ten jeden rok'' jest zdecydowanie nudniejsza. Mam wrażenie, że tak jak w przypadku Wróć jeśli pamiętasz'' była pisana na przymus. Wiem jednak, że po przeczytaniu pierwszego tomu koniecznie trzeba przeczytać drugi, żeby dowiedzieć się co tak naprawdę stało się tamtego dnia w Paryżu.

Rodzimy się w jeden dzień. Umieramy w jeden dzień. W jeden dzień możemy się zmienić. I w jeden dzień możemy się zakochać. Wszystko może się zdarzyć w ciągu zaledwie jednego dnia."
,,Nerve"
Myślę, że połowa z was słyszała o filmie Nerve" w roli głównej z Emmą Roberts. Szczerze, obejrzany zwiastun bardzo mile mnie zaskoczył więc sama postanowiłam obejrzeć film. Tym razem postanowiłam najpierw jednak przeczytać książkę żeby móc ją następnie porównać do ekranizacji. 
Czytanka opowiada o niebezpiecznej grze, w której uczestnicy muszą wypełniać różne zadania w zamian dostając prezenty ich marzeń. Wybierając wyzwanie odgrywają daną im scenkę przed kamerami. Głównym celem jest dotarcie do finału, w którym można wygrać nowe ferrari czy podróż dookoła świata. Z czasem, także wyzwania stają się coraz ciekawsze a graczom coraz ciężej zrezygnować bez utraty kolejnych ekskluzywnych nagród. Nie wszystko jednak wygląda tak pięknie. Obserwatorzy" śledzą każdy ich ruch a aplikacja na telefon kontroluje uczestników oraz kradnie ich dane osobowe wkradając się m.in. na ich portale społecznościowe.
Szczerze mówiąc, książka przypadła mi bardziej do gustu. Czytając ją wyobrażałam sobie te wszystkie wyzwania zupełnie inaczej. W filmie oczywiście zostały one nieco pozmieniane oraz jedno z nich wyglądało zupełnie inaczej. Z jednej strony rozumiem bo nie było by ono korzystne dla filmu. Mam mieszane uczucia co do porównania powieści do filmu, ale jedno jestem pewna. Jak dla mnie zdecydowanie lepiej przeczytać książkę niż obejrzeć ekranizacje, a nie zawsze się z tym zgadzam.

Jeśli macie jakieś pomysły na przyszłe wpisy, które chcielibyście u mnie zobaczyć, to piszcie swoje propozycje w komentarzach. Na razie się z wami żegnam. Do następnego wpisu ♥

A wy lubicie czytać książki?
Chcielibyście więcej recenzji?

wtorek, 20 grudnia 2016

JEDNODNIOWA WARSZAWSKA PRZYGODA - szaleństwo na wrotkach ♥

Czy wam też czasem wpada do głowy dziwny, absurdalny pomysł?
Tak i mnie natchnęło wybrać się na jeden dzień z moją najlepszą przyjaciółką do Warszawy, głównie w celu odwiedzenia wrotkowiska. Pomysł wydawał się dosyć prosty oraz łatwy w realizowaniu, jednak po drodze miałyśmy parę miłych oraz parę wręcz przeciwnych sytuacji. Patrząc na to wszystko dzień był zdecydowanie udany, więc chciałabym się z wami podzielić moimi  przygodami w stolicy.
Może jest to jedna z mniejszych rzeczy tego dnia, ale idąc na dworzec zaczepiła nas grupka wolontariuszy zbierająca pieniądze dla dzieci z domu dziecka. Sama działam w wolontariacie, więc lubię pomagać, gdy widzę, że trwają obok mnie jakieś akcje. Bardzo miłym gestem było to, iż dostawało się w prezencie bombkę zrobioną właśnie przez te dzieci, która była bardzo piękna i wiem, że będzie ładnie zdobić w tym roku moją choinkę.

Mając pociąg o 11.43 dotarłyśmy do stolicy lekko po godzinie 14. Od razu naszym planem było pojechać na wrotkowisko na godzinę 16. Krótki czas przed spędziłyśmy w Złotych Tarasach. Przyznam szczerze, że nigdy w życiu nie widziałam tylu osób w jednym miejscu. Wiadomo, że idą święta, a zresztą była to sobota, ale naprawdę takiego tłumu to się nie spodziewałam. Bardzo chciałabym móc odwiedzić każdy sklep, którego nie ma w Białymstoku, a nawet i wszystkie, ale potrzebowałabym chociaż trzech dni haha. Chociaż czas w galerii był, krótki udało mi się kupić jedną szminkę z MACa dostając w prezencie złoty cień do powiek, który będzie akurat idealnie pasował na sylwestra. Coś czuję, że będą to moi nowi ulubieńcy.
Oczywiście z nawigacją GPS szybko odnalazłyśmy przystanek autobusowy i za pomocą aplikacji na telefon wyszukałam czym udamy się w stronę naszego celu. Wszystko by było dobrze gdybyśmy podczas przesiadki przeszły przez przejście, a nie pojechały z tego samego przystanka dalej. Tym oto sposobem pojechałyśmy 5 przystanków w przeciwną stronę. Zaczęłyśmy się zawracać w celu znalezienia przystanku, jednak na nasze nieszczęście wszystkie przystanki po drodze były nieczynne. Żeby dojść na prawidłowy przystanek i pojechać z różnymi przesiadkami zmarnowałyśmy ok. 50 minut. Plusem było to, że kupiłyśmy bilet na 75 min, który idealnie nam wystarczył. Naprawdę Warszawa jest bardzo duża i łatwo się w niej zgubić. Dobre jest chociaż to, że nawet w sobotę autobusy kursują co 5 minut. Oczywiście musiałyśmy raz zaliczyć wpadkę nie zauważając, iż dużo przystanków jest na żądanie, więc musiałyśmy czekać na kolejny, ponieważ zapomniałyśmy pomachać do kierowcy, żeby się zatrzymał haha.

Nie spodziewałam się także, że w autobusie za bilet można płacić jedynie kartą. Na szczęście wzięłam ją na ten wyjazd nie zapominając pinu co często mi się zdarza. Uważam, że nie jest to dobry pomysł, że nie można płacić gotówką, ale raczej nie jest to zrobione, dlatego żeby utrudnić ludziom życie.
Byłam strasznie szczęśliwa mając okazje być drugi raz na wrotkowisku. Bardzo lubię oglądać seriale Disney Channel więc oczywiście ,,Soy Luna'' zachęciła mnie do wypróbowania jazdy na wrotkach. Nie spodziewałam się, że może to być tak niesamowite. Jestem osoba, która boi się nowych rzeczy więc przełamanie się do, powiedzmy swobodnej jazdy trochę mi zajęło. Na razie jedynie jeżdżę oraz lekko skręcam, ale mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości zacznę się uczyć hamować, skręcać krzyżując nogi czy jeździć tyłem.
Samo miejsce jest bardzo przyjemne. Teraz panuje tam przyjemny, świąteczny klimat. Za wejście i wypożyczenie wrotek zapłaciłam 17zł co uważam jest nawet atrakcyjną ceną. Akurat trafiłyśmy na niewiele osób, głownie mniejszych dzieci z rodzicami, co dawało dużo miejsca do jazdy.
Naprawdę warto odwiedzić to miejsce, a jak nie w Warszawie to w innym mieście.
Mocno zachęcam was do wypróbowania jazdy na wrotkach, ponieważ jest to genialna sprawa.
Po wszystkim wróciłyśmy na dworzec, i o 20 pojechałyśmy do domu, kończąc tym samym nasz miły dzień. Dla niektórych może wydawać się do dziwne, żeby pojechać tylko na jeden dzień gdzie sama podróż łącznie zajmuje 4 godziny i 30 minut, ale ja nie żałuje. Być samemu w stolicy z najlepszą przyjaciółką jest cudowną przygodą ♥

Mam nadzieję, że zachęciłam was do jazdy na wrotkach i do zrealizowania jakiejś absurdalnej rzeczy. Moim marzeniem była jazda na wrotkach, więc pojechałam i te marzenie spełniłam. Naprawdę realizujcie chociażby te najmniejsze, bo naprawdę warto.
Na dzisiaj to już wszystko. Dziękuje za przeczytanie i do następnego wpisu. Buziaki ♥

A wy jeździliście kiedykolwiek na wrotkach?
Czy są tu jacyś fani serialu: ,,Soy Luna''?